Tyle razy otwierałam to okienko, żeby coś napisać, ale jakoś nie udało mi się to. Tak jakby jeszcze nie wykiełkowało wystarczająco dużo myśli do spisania. Albo jakby to było nieodpowiednie.
Moje życie jest dość standardowe ostatnimi czasy. Urozmaicam sobie go jak mogę, to chyba weszło mi w krew. Zawsze jest coś. Czas mnie nie boli. Jego upływ mnie nie irytuje. Odzyskałam takie poczucie, że moje życie dalej ma taką niepoznawalną dla większości tajemnicę, która dla mnie samej nie jest zbyt jasna do określenia. Bardziej wyczuwalna niż, żebym ją faktycznie znała.
Czytam książkę i mnie nudzi. Pewnie jest ciekawa, ale nie w tym momencie mojego życia. Czytam ją i myślę, że ona nic nie zmieni. Jakkolwiek się nie zakończy, jakby nie była pouczająca to i tak będzie mi czegoś brakować. Przeczytam, oddam, stwierdzę, że to nie to. Zresztą irytuje mnie w wielu książkach takie nadęte przekonanie, że posiadają niesamowitą i niepodważalną prawdę. Tak jakby ta w ogóle istniała niezmiennie i niezaprzeczalnie. Prawdy są zmienne i wiele rzeczy potrzebuje czasu, żeby do nas (mnie) dotrzeć. Czasem bywam głupia przez długi czas i mimo, że się o coś niemal potknę to tego nie zauważę.
Znów czuję jakbym omijała jakiś istotny temat, który i tak jest niewyrażalny. Jaki by ten blog nie był, nigdy nie czuję pełnej wolności słowa. Jakbym go nie pisała, to i tak to co mnie gryzie najgłębiej muszę zaowalować tak, by nie było wykrywalne dla niepowołanych osób. I to jest paradoksalne, bo czasem to nawet by nikogo chyba nie uraziło, że o nim piszę, ale nie lubię mieszać rzeczywistości ze śmietnikiem.
Aha – przepraszam wszystkich, którzy to czytają, za nazwanie tego miejsca śmietnikiem, bo to trochę jest nie w porządku. Ok, określenie nie jest najlepsze. Jest to po prostu miejsce, gdzie wyrzucam z siebie wszelkie myśli nie mieszczące się w głowie. Myślodsiewnia. Może być?
Hm. Cóż. Przechodząc do sedna sprawy… Znów coś ryzykuję, znów żyję w ten sam sposób. Powielam schematy, by udowodnić, że tym razem się nie pomylę. Taką widocznie mam naturę. W ten sposób się rozwijam. To źle? I jest znów jakoś tam nietrywialnie i niebanalnie. Znów życie nabiera trochę innej barwy. Może tak jest lepiej, może najlepiej. A może lepiej wszystkie plany zostawiać w sferze marzeń, bo wtedy nigdy się nie poparzę? Cóż, “Takie oszustwo? Nigdy!”.
Aha, no i niepostrzeżenie minął rok od założenia tego bloga.
A wiecie, że muzyka ma zapach?
I co poradzę na to, że urodziłam się, żeby słuchać Porcupine Tree.