Jest albo do bólu cynicznie i na nie, albo bardzo nice i lovely. Nie podoba mi się żaden stan. Żadne słowa nie są w stanie wyrazić ani jednego procentu moich uczuć. Ograniczają mnie w sposób, którego nie mogę odrzucić. Może wszystko co jest nie ma znaczenia. Może to wszystko jak zwykle tylko ciąg znaków.
Może dziś powiemy sobie parę słów, może złamiemy sobie nimi życie, może zaprzepaścimy coś co mogłoby być. Może będzie jak kiedyś. Może nigdy nie będziemy już mogli tam wrócić. Może będziemy na tyle silni, żeby nie udawać, że nic się nie stało.
To nie ma absolutnie żadnego znaczenia co tu piszę. To zupełnie nic nie zmienia. Nic nie zmienia się wcale. Patrzę, widzę, wiem. Jestem spokojna. Wszystko idzie dalej. Ten moment po prostu przez całkowity przypadek zostaje zapisany. A przecież momentów jest całe mnóstwo.
Całe mnóstwo zabawnych sytuacji. Śmiesznych. Żałosnych. Jakichś tam jeszcze. Próbuję wreszcie uwierzyć, że to nie ma znaczenia. Że liczy się to co teraz. Nie zawsze umiem.
Jestem tą samą osobą poprzez wszystkie lata. Zmienna, ale coś we mnie zostaje to samo.
A skoro nic nie ma znaczenia to po co myśleć o czymkolwiek?
Po co cokolwiek roztrząsać?
Po co patrzeć na siebie tak czy inaczej? Po co być raz taka raz inna? Po co upodabniać się, zmieniać, podporządkowywać, uwalniać, rozdzierać, po co się wyswobadzać? Może to wcale nie ma sensu. Może to tylko takie czcze zabawy.
Dlaczego, ach dlaczego nie ma harmonii. Dlaczego ciągle coś musi się dziać. Dlaczego nie akceptuję nudy? Dlaczego nie umiem jakoś tak po prostu funkcjonować? Czy cokolwiek co mnie czeka mogę przewidzieć? Czy mogę czegokolwiek uniknąć? Czy może być lepiej niż ma być? Czy może być tak jak nie jest? Czy mogę przestać być tak albo nie a zacząć być tym kim jestem?
Czy mogę uwierzyć, że na coś czekam? Że coś jest jeszcze przede mną?