Wydaje mi się, że jestem w punkcie roku, w którym muszę zadecydować co się będzie działo dalej. Zwykle czekałam z takimi decyzjami do czasu kiedy i tak było już na nie za późno. Wydaje mi się, że te wakacje zmieniły coś we mnie. Mam nadzieję, że nieodwoływalnie. Zmieniły coś w mojej świadomości i w postrzeganiu świata. Przestałam liczyć na to, że coś stanie się za mnie i poza mną, a doceniłam to co może się stać, gdy się trochę wysilę, gdy wychylę się trochę dalej za barierkę.
Co może zmienić w życiu pesymisty osoba, dla której brak uśmiechu już jest oznaką, że coś jest nie tak. Chyba dużo i bardzo nieświadomie.
Aż boję się pisać tu cokolwiek optymistycznego, bo zwykle wtedy zalewa mnie jakaś fala pesymizmu. Swojego albo cudzego. A przecież to nie jest normalne, żeby się katować życiem zamiast brać z niego co najlepsze.