Ograniczyłam pisanie z wielu powodów. Głównym z nich jest poczucie, że każda notka to kamień rzucany w jakiś bliżej nieokreślony wiatrak, walka przeciwko bliżej nieokreślonym ‘im’ i bunt przeciwko bliżej nie sprecyzowanemu systemowi. Każda wypowiedź jest tendencyjna i się deaktualizuje. Każda wyraża coś, ale jednak czegoś jest za mało. Każdy twór który publikuję raczej mnie przeraża niż satysfakcjonuje. Coraz częściej wolę udawać, że wcale nie mam tak konkretnych poglądów, że jeszcze za mało wiem, żeby cokolwiek powiedzieć.
Są jednak chwile kiedy czuję, że wszystko ulega zmianom. Nie wiem czy na lepsze czy na gorsze. Możliwe, że nie da się tak porównać. Jest po prostu inaczej. Ale słowa nie nadążają za tymi odczuciami, których być może nie umiem w nie spakować.
Widzę swoje ograniczenia jak mało kiedy. Mimo całego bagażu doświadczeń widzę, że wszystkiego jest póki co za mało i choćbym się nie wiem jak starała nigdy za dużo nie będzie. Zawsze coś jeszcze zostanie do odkrycia.
A z drugiej strony coraz mniej się dziwię. Wręcz mówię innym, żeby się nie dziwili, żeby się przyzwyczaili, bo tak właśnie wygląda świat. Pesymistyczne założenia co do innych ludzi, liczenie wyłącznie na siebie – i już człowiek jest uzbrojony w cały asortyment do przetrwania. Brzmi to dość negatywnie, ale nie do końca takie jest. Człowiek sam kreuje po części swoją rzeczywistość i jest odpowiedzialny za to co ma w życiu. Nie w każdym jednym szczególe, ale w wielu sprawach owszem.
Nie wiem na ile ta notka jest bliska obecnemu biegowi mojego życia. Wiem na pewno, że życie nie zamyka się w słowach, ale biegnie własnymi ścieżkami.