Może żeby żyć dobrze z innymi trzeba najpierw nauczyć się dobrze żyć ze sobą? Może trzeba najpierw docenić to kim się jest, nauczyć się swojego życia, żeby móc współistnieć z innymi. Może trzeba zaakceptować swoje złożone ja. Nauczyć się bycia samemu. To samotność tworzy, nie ciągły tłum.
Może wtedy można dopiero docenić coś więcej. Zaakceptować to, nauczyć się czegoś nowego. Może wtedy dopiero więzi mają jakiś większy sens, gdy przestaje się w nich szukać wypełnienia całej pustki swojego życia, a zaczyna traktować jako coś obok głównego nurtu rzeki życia. Wtedy może można coś zbudować. Kto wie czy nie wymyśliłam recepty na absolutne i zupełne szczęście.
Tylko z receptami to jest tak, że mają ograniczony zasięg działania i szybko się mogą zdezaktualizować. Gdybym słuchała moich własnych cennych rad byłabym pewnie w innym miejscu i innym czasie.
——————————————————————————————————-
Życie jest absolutnie złożonym chaosem, którego żadne schematy nie schwycą, żadne równanie nie opisze z bliską pewności absolutnością. Życie jest milionem elementów, o których nawet nie ma sensu pisać. A jednak są ważne. To co piszę – jakiś tam maleńki fragment życia, jakiś wycinek. Jakieś ‘coś’ mający luźny związek ze światem rzeczywistym. I czasem zastanawiam się nad sensem pisania czegoś więcej.
Większość rzeczy w życiu jest przewidywalnych, ale kombinacje tych rzeczy tworzą nieziemsko nieprzewidywalny i oszałamiający miks, którym można się niejednokrotnie zadławiać.
——————————————————————————————————–
Od małych rzeczy wszystko się zaczyna. Lawina też zaczyna się od kamyczka lub grudki śniegu.